No więc jak wiadomo, każdy ma urodziny. Państwa również. No i jak już tak o tym rozmawiamy to zbilżał się dzień urodzin Prus. No i z tej okazji Gilbert ''pozwolił'' innym państwom pomóc mu w przygotowaniach.
I tym właśnie sposobem większość państw znalazła się w domu Niemca i Prusa.No właśnie i tu zacznie się już moja opowieść.
To co robiły poszczególne państwa:
Prusy, Polska, Węgry-Siedzą u Prusa w kuchni szukając talerzy sztućców itp.
Polska: Prusy!!!
Prusy: Czego chcesz?
Polska: Gdzie trzymacie talerze?!
Prusy: Taka niebieska szafka!
Polska: Ale u ciebie w kuchnie wszystkie szafki są niebieskie ułomie!
Prusy: A no faktycznie.!!
*Feliks zaliczył faceplama.*
Polska: To gdzie masz te talerze?!
Prusy:...Popatrz po szafkach!!!
Polska: A dlaczego my krzyczymy?!Przecież stoimy obok siebie!!!
Prusy: Nie wiem!!!
Węgry: Jak dzieci normalnie....
Prusy: Sama jesteś dziecko!
*Gilbert zaczął przeklinać pod nosem Węgierkę a następnie Elka walnęła Prusa patelnią w głowę.*
Prusy: Za co to?!
Węgry: Za niewinność!
Prusy: Uspokój się kobieto!
Węgry: To ty się babo uspokój!
Prusy: Ja baba?*Prusak powinął rękawy.*
Węgry: Tak! Dobrze słyszałeś! *Elka przygotowała patelnie*
Polska: Stoooop! *wszedł pomiędzy nich*
Prusy: Nie wtrącaj się Polen!
Węgry: Feliks odejdź!
Polska: Chętnie tylko w takim tempie nic nie zrobimy!
*Elka i Gilbert wzruszyli na raz ramionami i zabrali się do pracy*
Ameryka i Anglia- Znoszą dekoracje z pierwszego piętra na parter.
Ameryka: Anglia dużo jeszcze tego?!*Ameryka stał na schodach*
Anglia: Jeszcze trochę!*krzyknął z pokoju*
Ameryka: O jeny...to ciężkie!*niósł dekoracje*
Anglia: Jakbyś tyle nie żarł tych fast foodów to było by ci lżej!
Ameryka: Oj przesadzasz....
Anglia: Nie...wcale nie przesadzam!A ty zaraz spadniesz patrz pod nogi!
Ameryka: Tak,tak bardzo śmieszne! *Ameryka jak na zawołanie potknął się o coś i zleciała na dół*
Anglia: Mówiłem! *zbiegł po schodach* Jak z dzieckiem!
Ameryka: Zrobiłeś to specjalnie!
Anglia: Ale co?
Ameryka: Podłożyłeś mi coś pod nogi!
Anglia: Nie Prawda!
Ameryka: To był sabotaż ty sabotażysto!
Anglia: Wcale nie! *zaczął głośno przeklinać Amerykę*
Ameryka: *również zaczął przeklinać tyle że na Anglię*
Kanada: Uspokójcie się...*mówi spokojnym głosem*
Ameryka: K-kanada? Co ty tu robisz?
Kanada: Stoję tu cały czas....*robi się czerwony*
Niemcy, Włochy Północne, Japonia-Jedyne co mają zrobić to pozamiatać, rozłożyć obrus i pilnować stołu aby nie uciekł.
Niemcy: Co ten Prus sobie wyobraża! *zamiata podłogę*
Japonia: O co ci chodzi Niemcy? *to państwo rozkłada obrus*
Włochy: Będzie tak fajnie! *on pilnuje stołu...*
Niemcy: Dlaczego mamy za niego odwalać robotę?!
Japonia: Spokojnie Niemcy....
Niemcy: Jak mam być spokojny jeśli mieszkam z leniem z wielkim ego pod jednym dachem!
*rozlega się głos z kuchni* Słyszałem!
Niemcy: I dobrze żeś słyszał!
Japonia: On jest od ciebie starszy prawda? *patrzy ze zdziwieniem na Niemca*
Niemcy: *westchnął* Tak...ale tylko fizycznie......
*znowu głos z kuchni* To też słyszałem!
Włochy: Prusy na prawdę jest starszy od Niemiec?
Niemcy: Tak...
*i jeszcze raz głos z kuchni* Ludwiś!
Niemcy: Czego?!
*i jeszcze raz* Gdzie są talerze?.....
Niemcy: * w tej chwili woła o pomstę do nieba*
Francja i Hiszpania- Ich wysłano aby kupili jakiś prezent....
Hiszpania: Jak myślisz co by chciał?
Francja: Ja bym mu kupił porządne perfumy....
Hiszpania: On nie chce perfum...Może gitarę?
Francja: On nie umie grać...
Hiszpania: To się nauczy.
Francja:*zastanawia się* Ja tam wolę nie ryzykować...
Hiszpania: No to może damy mu pomidory?
Francja: Albo jakieś ubranie, żeby wyglądał jak człowiek!
Hiszpania: To on nie jest człowiekiem? O.O
Francja: Nie oto chodzi ptasi móżdżku!
Hiszpania: Nie on ubrań też nie chce...Może coś praktycznego?
Francja: Podpaski?
Hiszpania: A jemu po co? *zaczął się śmiać*
Francja: Nie wiem....Ja w każdym razie je ze sobą nosze...
Hiszpania: A wiesz do czego one służą? *śmieje się dalej*
Francja: A czy to ważne? Prawie wszystkie kobiety to mają!
Hiszpania: *zaczął coś mówić na ucho Francji*
Francja: *zrobił się czerwony* No to może nie....
Hiszpania:Wiem! Kupmy mu drugiego kurczaka!
*razem pobiegli na targ*
W następnym odcinku!
Czy Polska odnajdzie talerze? Czy Kanadę wreszcie zauważą? Czy Prusy wydorośleje?
Co kupią Francja i Hiszpania? Kto zjawi się na urodzinach? I czy urodziny się odbędą? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w następnym odcinku ,,Mody na Państwa''
Zapraszam!
____________________________________________________________________
Hej! To jest moje nowe opowiadanie. Mam nadzieje że za błędy nie zagryziecie....A więc tak..
Dziękuje tym co się doczytali do końca ^^...Mam nadzieje że się podobało.
No i chciała bym zadedykować akcję na schodach Amerysiowi ^^ (Ameryce z Hetalia Mafia) Za to że miał pomóc.....A że nie pomógł za bardzo to inna sprawa xD...No dobra...Ameryś wymyślił czyje mają to być urodziny...*dopisałam...ciesz się Ameryś xD*
Pozdrawiam ^^
Ciekawe co by było, gdyby świat przedstawiony w Hetalii istniał naprawdę. Zapewne było by to zabawne i ciekawe. Jednak historia nie zawsze była taka łaskawa. Trochę żartem, trochę serio: opowiadania z Hetalii.
niedziela, 2 czerwca 2013
wtorek, 14 maja 2013
-Prusy?!- Prawdziwa natura...
Polska właśnie siedział z Rosją w kawiarni. Zdziwiło go zaproszenie sąsiada, no ale cóż miał zrobić, szef kazał mu pojechać , więc chcąc nie chcąc Feliks pojechał do Ivana.
-No i czego chcesz?-zapytał siedząc przy stoliku.
-Tak pomyślałem że dawno się nie widzieliśmy i moglibyśmy się spotkać-powiedział Rosja choć w jego głosie czuć było nutkę niepokoju, a na dodatek rozglądał się na wszystkie strony jakby czegoś się bał.
Yhm...Jakoś ci nie wierzę wiesz...-odparł Feliks- Mów co się stało!
Ivan wpatrzył się w stół.
No bo...-zaczął niepewnie.
-No gadaj!- krzyknął niecierpliwie Feliks, a Rosja posłał mu zimne spojrzenie.
-No bo chodzi o Białoruś...-powiedział szybko i rozejrzał się ze strachem na boki.
-Aha...-Feliks nie mógł powstrzymać śmiechu- I tylko po to do mnie dzwoniłeś???
-Jak ''tylko''?-zapytał Ivan z miną dziecka.-Przecież to sprawa życia i śmierci!-krzyknął na całą kawiarnie.
Polska rozejrzał się dookoła i zaczął uspokajać kuzyna...
-No dobra, dobra tylko już nie krzycz....
W tym momencie do stolika podeszła kelnerka.Polska spojrzał na nią i.....
-Prusy?!-krzyknął na cały lokal.
Kelnerką rzeczywiście okazał się Gilbert, który natychmiast zasłonił Polsce usta.
-Jak komuś powiesz to zginiesz!- zagroził.
Chwile później cała trójka siedziała przy stoliku, jednak Prusy nie był już w przebraniu.
-Co ci się stało?-zapytał Polska śmiejąc się.
-Jak to co?Towarzysz Prusy ujawnia swoją prawdziwą naturę-powiedział Rosja z zwykłym sobie uśmiechem.
-Tak śmiejcie się, śmiejcie! Ja tego z własnej woli nie zrobiłem-krzyknął zawstydzony Prusy.
Polska popatrzył na Gilberta.
-I cała chwała i honor dawnego Zakonu Krzyżackiego poszła w pizdu!-zaśmiał się Polska-No ale mów kto ci to zrobił?
Prusy niepewnie popatrzył na wpółsiedzących przy stoliku.
-Tu chodzi o mojego brata...-Feliks i Ivan przypatrzyli mu się z ciekawością..
-No bo wiecie że ja teraz z bratem dziele dom, nie?-państwa pokiwały głową.
-No więc on uważa że ja jestem zwykłym darmozjadem i pasożytem....- Prusy zaczął opowiadać.....
3 godziny wcześniej......
-Prusy!-krzyknął Niemcy-Widziałeś mój telefon?
-Nie a niby dlaczego miał bym go widzieć?-zapytał z irytacją w glosie Prusy leżąc wygodnie na fotelu przed telewizorem i pijąc piwo.
-Może dlatego że to ty całymi dniami siedzisz i nic nie robisz obiboku!-wytłumaczył Ludwig.
-Ja?!-oburzył się Prusak-Ja cały dzień zaszczycam cię moją zagiblistą osobą!-krzyknął
Niemcy popatrzył na brata jak na idiotę.
-Ty siedzisz w domu, bo po prostu nigdzie cię ni chcą przyjąć do pracy!-krzyknął Niemiec.
-W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem!-oświadczył Prusy
-''Z zerowym wykształceniem na pewno''-pomyślał blondyn.-A gdybym ci znalazł pracę?
-Spróbuj!-powiedział zaciekle Prusy.
-Ale ty na pewno nie dasz rady...-Niemcy zamyślił się.
-Ja podejmę się każdej pracy! I nie odejdę z niej chyba że by mnie zwolnili!-krzyknął jeszcze raz szarowłosy
-No dobra....-na twarzy Niemca pojawił się złośliwy uśmiech.
-I tak się tu znalazłem...-westchnął Gilbert.
Polska zamyślił się.-Miałeś nie odchodzić chyba że by cie zwolnili, nie?
-Noo..Ale co to da...jak mają mnie zwolnić?
-Ja mam plan...-Polska zaczął szeptać Prusakowi do ucha.
Chwilę później Prusy biegał za klientami rzucając w nich czym się da. Z kuchni wyszła kierowniczka i zaczęła przeklinać na Gilberta i wyrzuciła go z roboty.
-Dziękuje-zdążył powiedzieć jeszcze do Polski za nim ochroniarze wyrzucili go z lokalu.
Polska siedział jeszcze nie otrząśnięty po zdarzeniach, lecz po chwili napił się herbaty i oparł się łokciem o stół patrząc na Rosję -No to mów co z tą Białorusią....
______________________________________________________________________________
Jak mówiłam tak zrobiłam! Szukam ciągle weny do kontynuacji mojego opowiadania więc wybaczcie...
PS.
Chciałam jeszcze zareklamować forum o tematyce Hetalii.. http://hetaliamafia.forumpolish.com/ Zapraszam ^^
-No i czego chcesz?-zapytał siedząc przy stoliku.
-Tak pomyślałem że dawno się nie widzieliśmy i moglibyśmy się spotkać-powiedział Rosja choć w jego głosie czuć było nutkę niepokoju, a na dodatek rozglądał się na wszystkie strony jakby czegoś się bał.
Yhm...Jakoś ci nie wierzę wiesz...-odparł Feliks- Mów co się stało!
Ivan wpatrzył się w stół.
No bo...-zaczął niepewnie.
-No gadaj!- krzyknął niecierpliwie Feliks, a Rosja posłał mu zimne spojrzenie.
-No bo chodzi o Białoruś...-powiedział szybko i rozejrzał się ze strachem na boki.
-Aha...-Feliks nie mógł powstrzymać śmiechu- I tylko po to do mnie dzwoniłeś???
-Jak ''tylko''?-zapytał Ivan z miną dziecka.-Przecież to sprawa życia i śmierci!-krzyknął na całą kawiarnie.
Polska rozejrzał się dookoła i zaczął uspokajać kuzyna...
-No dobra, dobra tylko już nie krzycz....
W tym momencie do stolika podeszła kelnerka.Polska spojrzał na nią i.....
-Prusy?!-krzyknął na cały lokal.
Kelnerką rzeczywiście okazał się Gilbert, który natychmiast zasłonił Polsce usta.
-Jak komuś powiesz to zginiesz!- zagroził.
Chwile później cała trójka siedziała przy stoliku, jednak Prusy nie był już w przebraniu.
-Co ci się stało?-zapytał Polska śmiejąc się.
-Jak to co?Towarzysz Prusy ujawnia swoją prawdziwą naturę-powiedział Rosja z zwykłym sobie uśmiechem.
-Tak śmiejcie się, śmiejcie! Ja tego z własnej woli nie zrobiłem-krzyknął zawstydzony Prusy.
Polska popatrzył na Gilberta.
-I cała chwała i honor dawnego Zakonu Krzyżackiego poszła w pizdu!-zaśmiał się Polska-No ale mów kto ci to zrobił?
Prusy niepewnie popatrzył na wpółsiedzących przy stoliku.
-Tu chodzi o mojego brata...-Feliks i Ivan przypatrzyli mu się z ciekawością..
-No bo wiecie że ja teraz z bratem dziele dom, nie?-państwa pokiwały głową.
-No więc on uważa że ja jestem zwykłym darmozjadem i pasożytem....- Prusy zaczął opowiadać.....
3 godziny wcześniej......
-Prusy!-krzyknął Niemcy-Widziałeś mój telefon?
-Nie a niby dlaczego miał bym go widzieć?-zapytał z irytacją w glosie Prusy leżąc wygodnie na fotelu przed telewizorem i pijąc piwo.
-Może dlatego że to ty całymi dniami siedzisz i nic nie robisz obiboku!-wytłumaczył Ludwig.
-Ja?!-oburzył się Prusak-Ja cały dzień zaszczycam cię moją zagiblistą osobą!-krzyknął
Niemcy popatrzył na brata jak na idiotę.
-Ty siedzisz w domu, bo po prostu nigdzie cię ni chcą przyjąć do pracy!-krzyknął Niemiec.
-W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem!-oświadczył Prusy
-''Z zerowym wykształceniem na pewno''-pomyślał blondyn.-A gdybym ci znalazł pracę?
-Spróbuj!-powiedział zaciekle Prusy.
-Ale ty na pewno nie dasz rady...-Niemcy zamyślił się.
-Ja podejmę się każdej pracy! I nie odejdę z niej chyba że by mnie zwolnili!-krzyknął jeszcze raz szarowłosy
-No dobra....-na twarzy Niemca pojawił się złośliwy uśmiech.
-I tak się tu znalazłem...-westchnął Gilbert.
Polska zamyślił się.-Miałeś nie odchodzić chyba że by cie zwolnili, nie?
-Noo..Ale co to da...jak mają mnie zwolnić?
-Ja mam plan...-Polska zaczął szeptać Prusakowi do ucha.
Chwilę później Prusy biegał za klientami rzucając w nich czym się da. Z kuchni wyszła kierowniczka i zaczęła przeklinać na Gilberta i wyrzuciła go z roboty.
-Dziękuje-zdążył powiedzieć jeszcze do Polski za nim ochroniarze wyrzucili go z lokalu.
Polska siedział jeszcze nie otrząśnięty po zdarzeniach, lecz po chwili napił się herbaty i oparł się łokciem o stół patrząc na Rosję -No to mów co z tą Białorusią....
______________________________________________________________________________
Jak mówiłam tak zrobiłam! Szukam ciągle weny do kontynuacji mojego opowiadania więc wybaczcie...
PS.
Chciałam jeszcze zareklamować forum o tematyce Hetalii.. http://hetaliamafia.forumpolish.com/ Zapraszam ^^
wtorek, 7 maja 2013
Ekhm...
Ja jak na razie postanawiam zawiesić moje opowiadanie...nie ukrywając po prostu nie mam weny do
pisania go. Ale to nie znaczy że zawieszam blog, wcale nie! Będę się trzymać mojego początkowego zamierzenia i będę pisać po prostu jakieś taki pojedyncze opowiadania o różnych państwach Hetali...
Mam nadzieje że nie zniechęcę was tym do odwiedzania mojego bloga .A więc zapraszam do czytania.
Opowiadanie powinno pojawić się już niedługo.
Pozdrawiam Iruchi^^
Wstawię jeszcze może kilka obrazków..Zapraszam!^^
pisania go. Ale to nie znaczy że zawieszam blog, wcale nie! Będę się trzymać mojego początkowego zamierzenia i będę pisać po prostu jakieś taki pojedyncze opowiadania o różnych państwach Hetali...
Mam nadzieje że nie zniechęcę was tym do odwiedzania mojego bloga .A więc zapraszam do czytania.
Opowiadanie powinno pojawić się już niedługo.
Pozdrawiam Iruchi^^
Wstawię jeszcze może kilka obrazków..Zapraszam!^^
środa, 10 kwietnia 2013
Dwie tragedie......
Na wstępie uprzedzam, że nie jest to część mojego opowiadania^^
________________________________________________________________________________
Feliks, był właśnie w drodze do Rosji.Następnego dnia miała odbyć się uroczystość w rocznice tragedii w Katyniu.Polska leciał wcześniej, bo prosił go o to szef. Sam miał przyjechać dopiero jutro, a Feliks miał pilnować przygotowań.
-Matko jakie nudy...-powiedział do siebie Polska
Samolot miał lądować dopiero za godzinę. Co jak co, ale Feliks samolotem latać nie lubił.Tak więc, aby odwrócić swoją uwagę od nieprzyjemności zaczął wciągać paluszki.W końcu wylądowali.Na lotnisku czekał na Polskę nie kto inny, jak Ivan we własnej osobie.
-Witaj bratok!-krzyknął ze zwykłym dla siebie uśmiechem.
-Cześć.-odparł ponuro Feliks
Beż zbędnych ceregieli Rosja, pokazał zielonookiemu samochód, którym mieli jechać.Polska chcąc nie chcąc wsiadł do auta.Przez całą drogę panowała grobowa cisza. Wreszcie dotarli na miejsce.
-Chodź za mną-powiedział wesoło Ivan
Polska szedł za bratem rozglądając się na wszystkie strony.
-Podoba ci się?-zapytał wielbiciel słoneczników.
-Yhm..-odrzekł bez namysłu Polska
Ivan na te słowa uśmiechnął się jeszcze szerzej niż przedtem.
-Kto ma jeszcze przyjechać?-zapytał Feliks
-Hmm...-zastanowił się Rosja-Litwa, Łotwa, Estonia, Niemcy, Węgry-wymieniał po kolei państwa, która miały gościć na uroczystości.
Polska za nic nie mógł pojąć jak on to wszystko pamięta. Fioletowooki zaprowadził go do wielkiej sali przyozdobionej Polskimi i Rosyjskimi flagami.
-''Nie jest źle''-pomyślał Polska
Po Feliksa podszedł szew Ivana.
-Man nadzieje że ci się podoba.-powiedział uprzejmie.
-Tak..-odparł Łukasiewicz
-Juro zjadą się goście-powiedział i odszedł do swoich ludzi.
No ale chyba nie wszyscy mają przyjechać dopiero jutro,bo po chwili do sali weszli kolejno:Węgry.Litwa,Włochy, Japonia, Prusy, i .............Niemcy.Polska przywitał się ze wszystkimi po kolei, tylko z Niemcem wymienił zimne spojrzenia.Zaczęła się rozmowa.Była to długa rozmowa, bo trwała aż do północy(jak niedłużej ).W końcu wszyscy poszli spać.
Rano Polske obudziły krzyki i zament na korytarzu.
-Panie Polsko musi pan szybko przyjść!-krzyknął jeden ze służby.
Feliks nie czekając na wyjaśnienia ubrał się i pobiegł gdzie mu kazano.Znalazł się wtej sali co wczoraj.Były tam inne państwa patrzące smutno na chłopaka.
-Co się stało?-zapytał przestraszony.
Podszedł do niego Ivan i położył mu rękę na ramieniu.Nie uśmiechał się tak jak zwykle wręcz przeciwnie był smutny.
-Przykro mi...-zaczął-ale samolot, którym leciał twój szef rozbił się.
Polska poczuł jak traci grunt pod nogami.Do oczu zaczęły napływać mu łzy.
-Ile osób zginęło?-zapytał drżącym głosem
-Niestety nikt nie przeżył.
Nogi Feliksa zrobiły się jak z waty i chłopak upadł na ziemie.Odrazu podbiegły do niego inne państwa.
Dwie tragedie tego samego dnia na przestrzeni kilkudziesięciu lat
_________________________________________________________________________________
To nie miało być długie(tak na początku uprzedzam)Dzięki tym którzy doczytali do końca^^.
________________________________________________________________________________
Feliks, był właśnie w drodze do Rosji.Następnego dnia miała odbyć się uroczystość w rocznice tragedii w Katyniu.Polska leciał wcześniej, bo prosił go o to szef. Sam miał przyjechać dopiero jutro, a Feliks miał pilnować przygotowań.
-Matko jakie nudy...-powiedział do siebie Polska
Samolot miał lądować dopiero za godzinę. Co jak co, ale Feliks samolotem latać nie lubił.Tak więc, aby odwrócić swoją uwagę od nieprzyjemności zaczął wciągać paluszki.W końcu wylądowali.Na lotnisku czekał na Polskę nie kto inny, jak Ivan we własnej osobie.
-Witaj bratok!-krzyknął ze zwykłym dla siebie uśmiechem.
-Cześć.-odparł ponuro Feliks
Beż zbędnych ceregieli Rosja, pokazał zielonookiemu samochód, którym mieli jechać.Polska chcąc nie chcąc wsiadł do auta.Przez całą drogę panowała grobowa cisza. Wreszcie dotarli na miejsce.
-Chodź za mną-powiedział wesoło Ivan
Polska szedł za bratem rozglądając się na wszystkie strony.
-Podoba ci się?-zapytał wielbiciel słoneczników.
-Yhm..-odrzekł bez namysłu Polska
Ivan na te słowa uśmiechnął się jeszcze szerzej niż przedtem.
-Kto ma jeszcze przyjechać?-zapytał Feliks
-Hmm...-zastanowił się Rosja-Litwa, Łotwa, Estonia, Niemcy, Węgry-wymieniał po kolei państwa, która miały gościć na uroczystości.
Polska za nic nie mógł pojąć jak on to wszystko pamięta. Fioletowooki zaprowadził go do wielkiej sali przyozdobionej Polskimi i Rosyjskimi flagami.
-''Nie jest źle''-pomyślał Polska
Po Feliksa podszedł szew Ivana.
-Man nadzieje że ci się podoba.-powiedział uprzejmie.
-Tak..-odparł Łukasiewicz
-Juro zjadą się goście-powiedział i odszedł do swoich ludzi.
No ale chyba nie wszyscy mają przyjechać dopiero jutro,bo po chwili do sali weszli kolejno:Węgry.Litwa,Włochy, Japonia, Prusy, i .............Niemcy.Polska przywitał się ze wszystkimi po kolei, tylko z Niemcem wymienił zimne spojrzenia.Zaczęła się rozmowa.Była to długa rozmowa, bo trwała aż do północy(jak niedłużej ).W końcu wszyscy poszli spać.
Rano Polske obudziły krzyki i zament na korytarzu.
-Panie Polsko musi pan szybko przyjść!-krzyknął jeden ze służby.
Feliks nie czekając na wyjaśnienia ubrał się i pobiegł gdzie mu kazano.Znalazł się wtej sali co wczoraj.Były tam inne państwa patrzące smutno na chłopaka.
-Co się stało?-zapytał przestraszony.
Podszedł do niego Ivan i położył mu rękę na ramieniu.Nie uśmiechał się tak jak zwykle wręcz przeciwnie był smutny.
-Przykro mi...-zaczął-ale samolot, którym leciał twój szef rozbił się.
Polska poczuł jak traci grunt pod nogami.Do oczu zaczęły napływać mu łzy.
-Ile osób zginęło?-zapytał drżącym głosem
-Niestety nikt nie przeżył.
Nogi Feliksa zrobiły się jak z waty i chłopak upadł na ziemie.Odrazu podbiegły do niego inne państwa.
Dwie tragedie tego samego dnia na przestrzeni kilkudziesięciu lat
_________________________________________________________________________________
To nie miało być długie(tak na początku uprzedzam)Dzięki tym którzy doczytali do końca^^.
czwartek, 28 marca 2013
9.,,-Jestem Polska''
Obudził go zapach stęchlizny.Polska otworzył oczy.Stało nad nim dwóch szepczących coś do siebie ludzi.
Gdy zobaczyli, że chłopak obudził się umilkli.Feliks podniósł się i oparł o ścianę.Ludzie ci okazali się żołnierzami.
-Kim jesteś?!-zapytał pierwszy.
-I jak się tu znalazłeś?!-dokończył drugi.
Łukasiewicz popatrzył na mężczyzn.Widać było że nie byli przyjacielsko nastawieni.
-J-j-ja m-mam na i-imię Polska!-powiedział, wiedząc, że zdradzanie swojego prawdziwego imienia podczas wojny nie było by najlepszym pomysłem.Żołnierze cofnęli się.Popatrzyli na siebie zaskoczeni.
-Przepraszamy pana!-zaczął jeden z żołnierzy
-Nie miał pan munduru ani nic co by świadczyło,że nie jesteś wrogiem-usprawiedliwił się drugi.
Pomogli blondynowi wstać i zaczęli go oprowadzać po bazie.Było tu wielu rannych i głodnych ludzi.
-To skutki wojny.-oznajmił smutnym głosem żołnierz-A tak w ogóle to my się jeszcze nie znamy.Mam na imię Marek.
-A ja Edward-powiedział drugi.
-Miło mi was poznać-uśmiechnął się Polska
Szli jeszcze jakiś czas, aż w końcu doszli do jakiegoś pokoju.Weszli do środka.Na fotelu siedział mężczyzna w średnim wieku.Na widok żołnierzy stanął.
-Panie generale to ten chłopak-powiedział Marek
-Mówi, że jest Polską!-krzyknął Edward
-Dobrze!Odmaszerować!-rozkazał.
Kiedy za żołnierzami zamknęły się drzwi generał zwrócił się do Feliksa.
-Jak masz na imię?-zapytał spokojnie.
-Polska-odpowiedział blondyn.
-A jak udowodnisz, że jesteś krajem za, który tylu ludzi już zginęło?-zapytał jeszcze raz mężczyzna.
Feliks się zmieszał.To była prawda tylu ludzi ginie za niego.On sam nie wiedział jednak jak udowodnić,że to on.Generał widząc zmieszanie chłopaka uśmiechnął się.
-A więc nie umiesz tego udowodnić.-zaśmiał się-Chcesz walczyć dla naszej armi?-zapytał
Feliks pokiwał głową.
-A więc idź do żołnierzy, aby dali ci jakiś mundur.Odmaszerować!-krzyknął na zakończenie generał.
-Tak jest!-krzyknął Feliks i opuścił pomieszczenie.
Za drzwiami stali Edward i Marek, którzy zdawali się słyszeć całą rozmowę.
-Nie martw się my ci wierzymy-powiedział Edward
-Dziękuje.-uśmiechnął się blondyn.
-Teraz chodź damy ci mundur.-powiedział Marek
Żołnierz podszedł do szafy i wyciągnął stary mundur, po czym wręczył go chłopakowi.
Wyglądał identycznie jak ten(mundur), który miał w domu.
-Dziękuje!-powiedział koleiny raz chłopak.
-Nie masz za co dziękować.Weź jeszcze broń-powiedział Edward
Polska popatrzył na swoich nowych przyjaciół.Widać było,że Marek jest młodszy od Edwarda i mniej doświadczony.Miał brązowe włosy i niebieskie oczy,Edward natomiast twarz miał już zmęczoną choć także był młody.Miał czarne włosy i brązowe oczy.
-Dobra teraz zaprowadzimy cię do reszty.-powiedział Marek
Żołnierze zaprowadzili go do swoich kompanów.
-Hej słuchajcie to jest Polska!-krzyknął Marek
Oczy wszystkich żołnierzy skierowały się na chłopaka.
-Naprawdę?-zapytali żołnierze na raz.
-Yhmmm...-przytaknął Edward
Jednak szczęście żołnierzy nie trwało zbyt długo.chwile później zjawił się generał.
-Niemieccy żołnierze się zbliżają!Do boju!-krzyknął
Żołnierze wybiegli z bazy a za nimi Polska....
_________________________________________________________________________________
Sorry, że tak długo nie pisałam, ale czasu nie miałam, a potem komputer się zepsuł i w ogóle.
Dziękuje tym którzy doczytali rozdział do końca i jeszcze wchodzą na mojego bloga^^
pozdrawiam Iruchi
PS.Przepraszam, że tak krótko.
Gdy zobaczyli, że chłopak obudził się umilkli.Feliks podniósł się i oparł o ścianę.Ludzie ci okazali się żołnierzami.
-Kim jesteś?!-zapytał pierwszy.
-I jak się tu znalazłeś?!-dokończył drugi.
Łukasiewicz popatrzył na mężczyzn.Widać było że nie byli przyjacielsko nastawieni.
-J-j-ja m-mam na i-imię Polska!-powiedział, wiedząc, że zdradzanie swojego prawdziwego imienia podczas wojny nie było by najlepszym pomysłem.Żołnierze cofnęli się.Popatrzyli na siebie zaskoczeni.
-Przepraszamy pana!-zaczął jeden z żołnierzy
-Nie miał pan munduru ani nic co by świadczyło,że nie jesteś wrogiem-usprawiedliwił się drugi.
Pomogli blondynowi wstać i zaczęli go oprowadzać po bazie.Było tu wielu rannych i głodnych ludzi.
-To skutki wojny.-oznajmił smutnym głosem żołnierz-A tak w ogóle to my się jeszcze nie znamy.Mam na imię Marek.
-A ja Edward-powiedział drugi.
-Miło mi was poznać-uśmiechnął się Polska
Szli jeszcze jakiś czas, aż w końcu doszli do jakiegoś pokoju.Weszli do środka.Na fotelu siedział mężczyzna w średnim wieku.Na widok żołnierzy stanął.
-Panie generale to ten chłopak-powiedział Marek
-Mówi, że jest Polską!-krzyknął Edward
-Dobrze!Odmaszerować!-rozkazał.
Kiedy za żołnierzami zamknęły się drzwi generał zwrócił się do Feliksa.
-Jak masz na imię?-zapytał spokojnie.
-Polska-odpowiedział blondyn.
-A jak udowodnisz, że jesteś krajem za, który tylu ludzi już zginęło?-zapytał jeszcze raz mężczyzna.
Feliks się zmieszał.To była prawda tylu ludzi ginie za niego.On sam nie wiedział jednak jak udowodnić,że to on.Generał widząc zmieszanie chłopaka uśmiechnął się.
-A więc nie umiesz tego udowodnić.-zaśmiał się-Chcesz walczyć dla naszej armi?-zapytał
Feliks pokiwał głową.
-A więc idź do żołnierzy, aby dali ci jakiś mundur.Odmaszerować!-krzyknął na zakończenie generał.
-Tak jest!-krzyknął Feliks i opuścił pomieszczenie.
Za drzwiami stali Edward i Marek, którzy zdawali się słyszeć całą rozmowę.
-Dziękuje.-uśmiechnął się blondyn.
-Teraz chodź damy ci mundur.-powiedział Marek
Żołnierz podszedł do szafy i wyciągnął stary mundur, po czym wręczył go chłopakowi.
Wyglądał identycznie jak ten(mundur), który miał w domu.
-Nie masz za co dziękować.Weź jeszcze broń-powiedział Edward
Polska popatrzył na swoich nowych przyjaciół.Widać było,że Marek jest młodszy od Edwarda i mniej doświadczony.Miał brązowe włosy i niebieskie oczy,Edward natomiast twarz miał już zmęczoną choć także był młody.Miał czarne włosy i brązowe oczy.
-Dobra teraz zaprowadzimy cię do reszty.-powiedział Marek
Żołnierze zaprowadzili go do swoich kompanów.
-Hej słuchajcie to jest Polska!-krzyknął Marek
Oczy wszystkich żołnierzy skierowały się na chłopaka.
-Naprawdę?-zapytali żołnierze na raz.
-Yhmmm...-przytaknął Edward
Jednak szczęście żołnierzy nie trwało zbyt długo.chwile później zjawił się generał.
-Niemieccy żołnierze się zbliżają!Do boju!-krzyknął
Żołnierze wybiegli z bazy a za nimi Polska....
_________________________________________________________________________________
Sorry, że tak długo nie pisałam, ale czasu nie miałam, a potem komputer się zepsuł i w ogóle.
Dziękuje tym którzy doczytali rozdział do końca i jeszcze wchodzą na mojego bloga^^
pozdrawiam Iruchi
PS.Przepraszam, że tak krótko.
sobota, 2 marca 2013
8.Zdrajca
Polska obudził się w jakimś pomieszczeniu.Nic nie pamiętał.Nagle jakby go coś uderzyło w głowe. Wszystko sobie przypomniał.Jak Rosja mógł zrobić coś tak podłego.Zdradził go(proszę tylko bez skojarzeń).Przecież byli....Achh.....nieważne.Nagle drzwi do pomieszczenia otworzyły się i stanęła w nich postać o której blondyn przed chwilą myślał.Na jego twarzy było widać jak zawsze uśmiech.
-Cześć!!!Dawno się niewidzieliśmy-powiedział
Jednak Polska nie miał ochoty odpowiadać.Patrzył tylko z wyrzutem i pogardą na starsze państwo.
Rosja jednak zdawał się tego nie zauważać i uśmiechał się dalej.
-Jeśli będziesz mnie słuchał to nic ci się nie stanie.-powiedział znowu-Przyłącz się do matki Rosji..
Polska popatrzył na niego z odrazą.Nie miał zamiaru przyłączać się do do Rosji a raczej do Związku Radzieckiego jak kazał się od niedawna nazywać.
-To jak będzie?-zapytał wesoło Ivan.
-Nie...-powiedział cicho Feliks
-Czyli tak chcesz się bawić?-ton głosu Rosji zmienił się nagle.Chłopak podszedł do blondyna, chwycił go za szyje i pociągnął do góry.
-Chciałem dać ci wybór, ale widze że po dobroci tego nie załatwimy.-powiedział przez zęby.
Uderzył Feliksa w twarz z pięści.Chłopak wylądował na podłodze ocierając krew.Wszyscy wiedzą, że Polska się łatwo nie poddaje.Tak samo jak jego ludzie.Będzie walczył tak jak zawsze i zwycięży.
Wyprostował się.Jeśli pokaże że się boi to Rosja to wykorzysta.Starał się też unikać ciosów Iwana który latał jak obłąkany po pokoju z kranem(który Bóg jeden wie skąd wziął).No, ale w końcu ostatecznie udało się Związkowi Radzieckiemu dorwać Polske.Tak więc teraz Feliks leżał na podłodze zwijając się z bólu, a Iwan stał nad nim śmiejąc się.Chwycił chłopaka za kołnierz i ciągnął za sobą przez korytarze.
-,,Gdzie my jesteśmy``?-pomyślał Polska rozglądając się po ścianach.
Rosja rzucił młodsze państwo pod ścianę i podszedł do telefonu, który wisiał na ścianie.
Blondyn popatrzył na bok i zobaczył drzwi.Niewiele myśląc rzucił się ostatkami sił do ucieczki.
Nim fioletowooki zorientował się Feliks, był już na dworze.Biegł przez jakiś las.Co jakiś czas patrzył za siebie.Na początku widział tam wściekłego Ivana, ale później go zgubił.Teraz wiedział że wojna zaczęła się na dobre.Na wojnie nikt nie powinien znać jego imienia.Chciał znależć Polaków i pomóc im, ale nie wiedział gdzie jest.Biegł jak szybko mógł lecz po jakimś czasie nogi zaczęły odmawiać mu posłuszeństwa.Upadł na ziemie.Dopiero teraz, gdy śnieg zaczął przybierać szkarłatny kolor, zauważył że krwawi.Rozejrzał sie do okoła.Było ciemno.
-,,I co teraz``-pomyślał .
Jeszcze raz rozejrzał się w poszukiwaniu pomocy.Nagle usłyszał szum wody.Próbował wstać, ale nie mógł.
Zaczął się czołgać w tamtą stronę.Po jakimś czasie doczołgał się do niewielkiego strumyka.Obmył ostrożnie ramy i usiadł pod pobliskim drzewem.Jak Rosja mógł zrobić coś takiego?Przecież byli...............braćmi.
Przed oczami zaczęło robić mu się ciemno.Nagle zobaczył przed sobą światło.Patrzył chwile w tamtą stronę.
Nagle poczuł się strasznie senny i upadł zmęczony na trawę.
_________________________________________________________________________________
Sorry że tak krótko, ale jakoś siły nie mam żeby się rozpisywać.Tak nie pomyliłam się w tym opowiadaniu Feliks i Ivan są braćmi jeśli się nie podoba to przepraszam.Pozdrawiam Iruchi
-Cześć!!!Dawno się niewidzieliśmy-powiedział
Jednak Polska nie miał ochoty odpowiadać.Patrzył tylko z wyrzutem i pogardą na starsze państwo.
Rosja jednak zdawał się tego nie zauważać i uśmiechał się dalej.
-Jeśli będziesz mnie słuchał to nic ci się nie stanie.-powiedział znowu-Przyłącz się do matki Rosji..
Polska popatrzył na niego z odrazą.Nie miał zamiaru przyłączać się do do Rosji a raczej do Związku Radzieckiego jak kazał się od niedawna nazywać.
-To jak będzie?-zapytał wesoło Ivan.
-Nie...-powiedział cicho Feliks
-Czyli tak chcesz się bawić?-ton głosu Rosji zmienił się nagle.Chłopak podszedł do blondyna, chwycił go za szyje i pociągnął do góry.
-Chciałem dać ci wybór, ale widze że po dobroci tego nie załatwimy.-powiedział przez zęby.
Uderzył Feliksa w twarz z pięści.Chłopak wylądował na podłodze ocierając krew.Wszyscy wiedzą, że Polska się łatwo nie poddaje.Tak samo jak jego ludzie.Będzie walczył tak jak zawsze i zwycięży.
Wyprostował się.Jeśli pokaże że się boi to Rosja to wykorzysta.Starał się też unikać ciosów Iwana który latał jak obłąkany po pokoju z kranem(który Bóg jeden wie skąd wziął).No, ale w końcu ostatecznie udało się Związkowi Radzieckiemu dorwać Polske.Tak więc teraz Feliks leżał na podłodze zwijając się z bólu, a Iwan stał nad nim śmiejąc się.Chwycił chłopaka za kołnierz i ciągnął za sobą przez korytarze.
-,,Gdzie my jesteśmy``?-pomyślał Polska rozglądając się po ścianach.
Rosja rzucił młodsze państwo pod ścianę i podszedł do telefonu, który wisiał na ścianie.
Blondyn popatrzył na bok i zobaczył drzwi.Niewiele myśląc rzucił się ostatkami sił do ucieczki.
Nim fioletowooki zorientował się Feliks, był już na dworze.Biegł przez jakiś las.Co jakiś czas patrzył za siebie.Na początku widział tam wściekłego Ivana, ale później go zgubił.Teraz wiedział że wojna zaczęła się na dobre.Na wojnie nikt nie powinien znać jego imienia.Chciał znależć Polaków i pomóc im, ale nie wiedział gdzie jest.Biegł jak szybko mógł lecz po jakimś czasie nogi zaczęły odmawiać mu posłuszeństwa.Upadł na ziemie.Dopiero teraz, gdy śnieg zaczął przybierać szkarłatny kolor, zauważył że krwawi.Rozejrzał sie do okoła.Było ciemno.
-,,I co teraz``-pomyślał .
Jeszcze raz rozejrzał się w poszukiwaniu pomocy.Nagle usłyszał szum wody.Próbował wstać, ale nie mógł.
Zaczął się czołgać w tamtą stronę.Po jakimś czasie doczołgał się do niewielkiego strumyka.Obmył ostrożnie ramy i usiadł pod pobliskim drzewem.Jak Rosja mógł zrobić coś takiego?Przecież byli...............braćmi.
Przed oczami zaczęło robić mu się ciemno.Nagle zobaczył przed sobą światło.Patrzył chwile w tamtą stronę.
Nagle poczuł się strasznie senny i upadł zmęczony na trawę.
_________________________________________________________________________________
Sorry że tak krótko, ale jakoś siły nie mam żeby się rozpisywać.Tak nie pomyliłam się w tym opowiadaniu Feliks i Ivan są braćmi jeśli się nie podoba to przepraszam.Pozdrawiam Iruchi
sobota, 16 lutego 2013
7.Wolność?
Niemieccy żołnierze rzucili Polską o ściane. Chłopak nie poczuł bólu.Myślał tylko o tym co usłyszał w radiu.\
-,,Jak to w ogóle możliwe?''-pytał sam siebie-,,Znowu wojna?''
Czas wlekł się strasznie wolno.Jedna minuta dla blondyna trwała wieczność.
Chciał się obudzić.Chciał, żeby to był tylko sen.Nie można określić bólu panującego w sercu państwa.
Nie mógł pozbyć się z myśli słów wypowiedzianych przez Niemcy.Czy to naprawdę miałby być jego koniec?Nie! To się nie mogło tak skończyć.Co chwile po korytarzu przechodził żołnierz, który patrzył na chłopaka z szyderczym uśmiechem i z nienawiścią. Polska patrzył mu prosto w oczy. Nie chciał żeby niemiec widział, że się boi. Wręcz przeciwnie chciał pokazać, że się nie podda tak łatwo.
Nagle z jakiejś części więzienia słuchać było wybuch.Niemiecki żołnierz zachwiał się i upadł upadł, a Polska stanął szybko na nogi i podszedł do kraty.Zobaczył, że z za rogu wyłania się jakaś postać.Minęła chwila , zanim zorientował się, że to nie kto inny jak pan Zagiblisty.
-A ty co tu robisz?-krzyknął Feliks
-Uwalniam cię nie widać?-zapytał ironicznie szarowłosy
Wyciągnął z kieszeni klucz i otworzył cele przyjaciela.Polska wybiegł szybko ze swojego więzienia.
Prusy pociągnął go za sobą i razem pobiegli przed siebie.
-Musimy jeszcze uwolnić resztę!-krzyknął Prusy
-A gdzie oni są?-zapytał Polska
-A, że ja mam niby wiedzieć po prostu poszukajmy!
Biegli rozglądając się po wszystkich celach nigdzie nie mogli znaleźć przyjaciół.Wbiegli do kolejnego korytarza.Nagle Polska dostrzegł w rogu jednego z więzień cień i podbiegł do tego miejsca.
W celi siedziała Węgry na widok chłopaków podskoczyła z radości.Prusy otworzył kratę i dziewczyna wisiała już na szyjach przyjaciół przyciskając ich mocno do siebie.
-Dobra puść już nas bo się udusimy!-krzyknął Gilbert
-A to ci po co?-zapytał zdziwiony Feliks wskazując na patelnie w dłoni dziewczyny, która nie wiadomo skąd wzięła nie w więzienu.
-Dla obrony!-odparła Węgry
Prusak popatrzył zdziwiony na przyjaciółkę, a ona powiedziała że chętnie na nim zademonstruje.
-Dobra!Musimy się pospieszyć zaraz mogą nas znaleźć.-powiedział Polska rozdzielając przyjaciół.
Erzbest i Gilbert popatrzyli na siebie i przytaknęli.Po jakimś czasie znowu biegli przeczesując korytarze w poszukiwaniu przyjaciół.
-Znalazłam!-krzyknęła Węgry
Przyjaciele podbiegli do dziewczyny i zobaczyli stojącego z kratą Szwajcarie.Polska i Prusy roześmiali się
a przyjaciele patrzyli na nich jak na wariatów.
-Z czego wy się śmiejecie w takiej chwili?-zapytał ostro bankier
-Z niczego!-odparli naraz
Gilbert podbiegł do celi i otworzył.
-Musimy poszukać mojej siostry!-krzyknął Vash
Przyjaciele przytaknęli do siebie i pobiegli na dalsze poszukiwania ostatniego członka ich małej grupy.
Zdawało się im że przeszukali już wszystkie korytarze, ale po dziewczynie nie było śladu.
Najbardziej tym wszystkim zrozpaczony był Szwajcaria.To przecież była jego ukochana młodsza siostrzyczka(chociaż nie chciał się do tego przyznać).
-I co my teraz zrobimy?-zapytał Węgry
-Szukamy dalej.-powiedział Polska
Nagle na końcu korytarza rozległo się szlochanie. Przyjaciele nie wiele myśląc rzucili się w tamtą strone.
Pierwszy do celi dopadł Vash.W celi siedziała zrozpaczona Lili.To pierwszy raz kiedy została gdzieś zamknięta(bez brata).Prusy szybkim ruchem otworzył kratę.Dziewczyna skoczyła na brata ze szczęścia.
Szwajcaria też był szczęśliwy.Nagle rozległo się tupanie i na końcu korytarza pojawiła się znana i znienawidzona przez wszystkich postać Niemca.Przyjaciele zerwali się do ucieczki.Biegli nie patrząc przed siebie.Zobaczyli przed sobą drzwi i wbiegli tam chcąc schować się przed Niemcy.Nim się zorientowali byli na dworze, ale ciągle nie mogli zrobić sobie przerwy.Biegli dalej chcąc znaleźć się byle daleko od więzienia
Byli cały czas w domu Niemiec.Biegli, aż dotarli do granicy Polsko-Niemieckiej.Widać było już pierwsze ślady wojny.Spalone lasy były tylko częścią wojennej fali zniszczeń.Zrobili sobie przerwę gdy dotarli już do domu Polski.
Zmęczone państwa usiadły na trawie aby odpocząć.Wszyscy byli przerażeni tym co się stało.
-Ja pojade do siebie!-powiedziała Węgry-Muszę pomóc swoim ludziom.
-My też!-krzyknęły pozostałe państwa
Polska rozumiał to i przytaknął uśmiechając się.Po godzinie wszyscy byli już gotowi do drogi.
-Tylko nie wpakuj się w kłopoty!-zaśmiał się Prusy i odjechał jak reszta.
Feliks stał jeszcze chwile a póżniej zwrócił się w strone domu.Miał już wchodzić gdy poczół metal przebijający jego plecy.Przed oczami zaczęło robić mu się ciemno.Usłyszał tylko znajomy zimny głos mówiący.
-To twój koniec towarzyszu-powiedział głos
-Zdrajca!-krzyknął Polska i zemdlał.
______________________________________________________________________________
Sorry że tak długo mnie nie było ale te wszystkie sprawdziany i w ogóle ahh......
-,,Jak to w ogóle możliwe?''-pytał sam siebie-,,Znowu wojna?''
Czas wlekł się strasznie wolno.Jedna minuta dla blondyna trwała wieczność.
Chciał się obudzić.Chciał, żeby to był tylko sen.Nie można określić bólu panującego w sercu państwa.
Nie mógł pozbyć się z myśli słów wypowiedzianych przez Niemcy.Czy to naprawdę miałby być jego koniec?Nie! To się nie mogło tak skończyć.Co chwile po korytarzu przechodził żołnierz, który patrzył na chłopaka z szyderczym uśmiechem i z nienawiścią. Polska patrzył mu prosto w oczy. Nie chciał żeby niemiec widział, że się boi. Wręcz przeciwnie chciał pokazać, że się nie podda tak łatwo.
Nagle z jakiejś części więzienia słuchać było wybuch.Niemiecki żołnierz zachwiał się i upadł upadł, a Polska stanął szybko na nogi i podszedł do kraty.Zobaczył, że z za rogu wyłania się jakaś postać.Minęła chwila , zanim zorientował się, że to nie kto inny jak pan Zagiblisty.
-A ty co tu robisz?-krzyknął Feliks
-Uwalniam cię nie widać?-zapytał ironicznie szarowłosy
Wyciągnął z kieszeni klucz i otworzył cele przyjaciela.Polska wybiegł szybko ze swojego więzienia.
Prusy pociągnął go za sobą i razem pobiegli przed siebie.
-Musimy jeszcze uwolnić resztę!-krzyknął Prusy
-A gdzie oni są?-zapytał Polska
-A, że ja mam niby wiedzieć po prostu poszukajmy!
Biegli rozglądając się po wszystkich celach nigdzie nie mogli znaleźć przyjaciół.Wbiegli do kolejnego korytarza.Nagle Polska dostrzegł w rogu jednego z więzień cień i podbiegł do tego miejsca.
W celi siedziała Węgry na widok chłopaków podskoczyła z radości.Prusy otworzył kratę i dziewczyna wisiała już na szyjach przyjaciół przyciskając ich mocno do siebie.
-Dobra puść już nas bo się udusimy!-krzyknął Gilbert
-A to ci po co?-zapytał zdziwiony Feliks wskazując na patelnie w dłoni dziewczyny, która nie wiadomo skąd wzięła nie w więzienu.
-Dla obrony!-odparła Węgry
Prusak popatrzył zdziwiony na przyjaciółkę, a ona powiedziała że chętnie na nim zademonstruje.
-Dobra!Musimy się pospieszyć zaraz mogą nas znaleźć.-powiedział Polska rozdzielając przyjaciół.
Erzbest i Gilbert popatrzyli na siebie i przytaknęli.Po jakimś czasie znowu biegli przeczesując korytarze w poszukiwaniu przyjaciół.
-Znalazłam!-krzyknęła Węgry
Przyjaciele podbiegli do dziewczyny i zobaczyli stojącego z kratą Szwajcarie.Polska i Prusy roześmiali się
a przyjaciele patrzyli na nich jak na wariatów.
-Z czego wy się śmiejecie w takiej chwili?-zapytał ostro bankier
-Z niczego!-odparli naraz
Gilbert podbiegł do celi i otworzył.
-Musimy poszukać mojej siostry!-krzyknął Vash
Przyjaciele przytaknęli do siebie i pobiegli na dalsze poszukiwania ostatniego członka ich małej grupy.
Zdawało się im że przeszukali już wszystkie korytarze, ale po dziewczynie nie było śladu.
Najbardziej tym wszystkim zrozpaczony był Szwajcaria.To przecież była jego ukochana młodsza siostrzyczka(chociaż nie chciał się do tego przyznać).
-I co my teraz zrobimy?-zapytał Węgry
-Szukamy dalej.-powiedział Polska
Nagle na końcu korytarza rozległo się szlochanie. Przyjaciele nie wiele myśląc rzucili się w tamtą strone.
Pierwszy do celi dopadł Vash.W celi siedziała zrozpaczona Lili.To pierwszy raz kiedy została gdzieś zamknięta(bez brata).Prusy szybkim ruchem otworzył kratę.Dziewczyna skoczyła na brata ze szczęścia.
Szwajcaria też był szczęśliwy.Nagle rozległo się tupanie i na końcu korytarza pojawiła się znana i znienawidzona przez wszystkich postać Niemca.Przyjaciele zerwali się do ucieczki.Biegli nie patrząc przed siebie.Zobaczyli przed sobą drzwi i wbiegli tam chcąc schować się przed Niemcy.Nim się zorientowali byli na dworze, ale ciągle nie mogli zrobić sobie przerwy.Biegli dalej chcąc znaleźć się byle daleko od więzienia
Byli cały czas w domu Niemiec.Biegli, aż dotarli do granicy Polsko-Niemieckiej.Widać było już pierwsze ślady wojny.Spalone lasy były tylko częścią wojennej fali zniszczeń.Zrobili sobie przerwę gdy dotarli już do domu Polski.
Zmęczone państwa usiadły na trawie aby odpocząć.Wszyscy byli przerażeni tym co się stało.
-Ja pojade do siebie!-powiedziała Węgry-Muszę pomóc swoim ludziom.
-My też!-krzyknęły pozostałe państwa
Polska rozumiał to i przytaknął uśmiechając się.Po godzinie wszyscy byli już gotowi do drogi.
-Tylko nie wpakuj się w kłopoty!-zaśmiał się Prusy i odjechał jak reszta.
Feliks stał jeszcze chwile a póżniej zwrócił się w strone domu.Miał już wchodzić gdy poczół metal przebijający jego plecy.Przed oczami zaczęło robić mu się ciemno.Usłyszał tylko znajomy zimny głos mówiący.
-To twój koniec towarzyszu-powiedział głos
-Zdrajca!-krzyknął Polska i zemdlał.
______________________________________________________________________________
Sorry że tak długo mnie nie było ale te wszystkie sprawdziany i w ogóle ahh......
Subskrybuj:
Posty (Atom)







